Strona główna Kontakt Wiedza Koszty dostawy Regulamin Rejestracja Moje konto O nas Strona główna

Superniania, czyli przepis na dobrze wychowane dziecko

Superniania, czyli Dorota Zawadzka, pedagog i psycholog, w niedzielę po południu zajeżdża do domów niegrzecznych dzieci. Zastaje tam wojnę domową. Dzieci chodzą samopas. Nie mają żadnych obowiązków, posiadają wszelkie prawa. Nie jedzą, nie chcą kłaść się spać, niszczą, kopią, gryzą, przeklinają, obrażają rodziców.

Do akcji wkracza pani Dorota. Jej metoda chyba polega na tym, że Superniania każe rodzicom traktować dzieci jak dorosłych, ale upomina, by nie zapominali, że są to ICH dzieci:
  1. Superniania ustala plan dnia. Dziecko musi mieć świadomość, że życie domowe toczy się wedle pewnego schematu, ale nie musi być nudne. Czasu między obiadem a kolacją nie trzeba spędzać przed telewizorem (chyba że ogląda się Supernianię ;-)). Zimą można pójść przecież z dziećmi na lodowisko, a w ogóle pozwalać dzieciom na zajęcia dające im radość.
  2. Superniania pokazuje, że policją, prokuratorem i sądem dla dzieci są rodzice. To oni już na etapie wczesnego dzieciństwa muszą dzieciom wymierzać kary (ale nie bicie) za przewinienia i być w karaniu konsekwentnym. Nie wolno puszczać mimo uszu słów „głupia matka”, bo to tak jakbyśmy nastolatkom pozwolili na demolowanie przystanków. Karanie nie oznacza surowego, bezdusznego, mechanicznego traktowania dzieci.
  3. Superniania apeluje, by rodzice nagradzali dobre zachowania swoich pociech: sprawne posprzątanie zabawek, osiągnięcia w zabawie i nauce.
  4. Superniania mówi rodzicom, by okazywali dzieciom miłość, czułość, zrozumienie, co nie równa się przyzwoleniu na zachowania utrudniające życie innym.
  5. Superniania nakazuje rodzicom, by wobec dzieci byli jednością. Jeden rodzic nie może zakazać czegoś, na co drugi pozwala. Dziecko oczywiście zacznie wykorzystywać rodziców, by otrzymywać to, na co ma ochotę.
  6. O czym zapomniałem?
Superniania ma rację. Na pewno nie zapomina, (a co najwyżej reżyser programu, by zbytnio nie zagłębiać się w niuanse), że przecież każde dziecko jest inne. Niesie ze sobą bagaż genów rodziców, dziadków, pradziadków, prapradziadków. Wlecze wór doświadczeń wyniesionych z domu, szkoły, wakacji. I choćby „Superniania” ciągnęła się przez 1000 odcinków, to na kilku milionach rodziców spoczywa obowiązek wychowania dzieci i żaden psycholog tego za nich nie zrobi, choćby nie wiem, jak się natężał.

Czytałem ostatnio książkę „Podpatrywanie umysłu – Dlaczego ludzie zachowują się tak, jak się zachowują” (Hans & Michael Eysenck). Jest w niej rozdział „Jak nie wychowywać dzieci”. Zaczyna się mocno. Autorzy twierdzą, że ani srogie, planowe, bezuczuciowe wychowanie, ani empatyczne, ciepłe, na zasadzie „róbta co chceta” nie sprawdza się w życiu. „Psychologowie po prostu nie wiedzą o wychowaniu wystarczająco wiele, by stroić się w szaty wszystkowiedzących ekspertów. (…) Strzeżcie się psychologów udzielających rad” – piszą psychologowie Hans i Michael Eysenckowie.

Niewiele można powiedzieć rodzicom proszącym o radę w wychowywaniu dzieci. Dlatego że dzieci się bardzo między sobą różnią, bo wielką różnicę odgrywają inteligencja i dziedziczenie.

Ale przynajmniej wiadomo, do jakiego przedszkola posłać dziecko, bo naukowcy przywołują wyniki badań Mary Gribbin, która obserwowała zachowania dzieci z przedszkoli tradycyjnych i – powiedzmy – luzackich. Okazało się, że dzieci, którym „wszystko wolno” są dalece bardziej agresywne od maluszków z przedszkoli, gdzie narzucone są pewne ograniczenia.

Dzieci z przedszkola tradycyjnego miały skłonność do bawienia się w większych grupach. Badacze odnieśli też wrażenie, że dzieci z przedszkola tradycyjnego były po prostu szczęśliwsze.


Na koniec rozdziału angielscy badacze podają przepis na dobrze wychowane dziecko: „Dawanie dobrych przykładów, utrzymywanie rozsądnej dyscypliny za pomocą niewielkiej ilości kar i próby kształtowania etosu, w którym dzieci zostałyby poddane niemalże bezwiednej socjalizacji, zdają się być najlepszą drogą osiągnięcia takich celów, o jakie idzie większości rodziców i nauczycieli”. Etos oznacza tutaj nauczenie dzieci współpracy z innymi oraz prospołeczne postępowanie. Zachowania antyspołeczne oraz sprawiające ból innym powinny spotkać się raczej z rozsądnym przeciwdziałaniem niż z surowymi karami.

Jakże mądrze to brzmi i jak trudno to wykonać. Ale nie traćmy nadziei, wszak zajmowanie się dzieckiem przez osiem godzin kosztuje pewnie tyle samo, co praca górnika na przodku. A jutro znów wstanie dzień i gdzieś w połowie zabraknie nam sił dla naszych pociech.

http://superniania.onet.pl/
"Superniania"
Reality show: TVN 2006
emisja: niedziela 17:30

STRONA GŁÓWNA | O NAS | MOJE KONTO | ZAREJESTRUJ SIĘ | REGULAMIN | DOSTAWY | WIEDZA | KONTAKT